Czerwiec 20 2018 00:05:49
Nawigacja
Ostatnio na forum
Najnowsze tematy
· Piękno
· Dieta
· szukam na randkę
· Zmiana mieszkania
· Intrygująca wiedza
Najciekawsze tematy
Brak tematów na forum
Ostatnie artykuły
· Komenda Miejska Poli...
· Postanowienie Sądu R...
· Ruch Społeczny im. P...
· Złoty słabszy w I kw...
· Składowisko odpadów ...
Ostanie komentarze
Newsy
W Włoclawku opozycja o...
jestem pewien ze posło...
marsz emerytów robi Da...
Grażyna Przybylska Wendt
[url]http://www.bibula...
Dziś widać ze PIS się ...
[url]https://l.faceboo...
Oby, panie prezesie, oby.
Gdyby tam zostal to uw...
Jeżeli przestaniesz ko...
[url]https://www.poema...
pieknie uczczono zydow...
[url]https://www.tvn24...
Nie mogę zrozumieć co ...
[url]https://portalplo...
Mazurska dotrzymała ob...
niestety
Chciałbym poinformować...
[url]http://prawo.lege...
A może łaskawie ktoś b...

Artykuły
I już nie zostaną osąd...
realista, Twoje słowa ...
Zrugał nas nieco będąc...
Europa zmierza w stron...
warto pielęgnować pamięć
nieprędko poznamy prawdę
ciekawe czy Kisielińsc...
że obwodnica płocka zo...
zgodnie z pismem min.i...
Sąd Rejonowy w Sochac...

Galeria
instant cash personal ...
get payday loan <a hre...
az payday loan laws <a...
check into cash <a hre...
quick low interest pay...
account now payday loa...
Jika anda sedang menca...
http://bumikesehatan.c...
powiadomic
ORMO wiecznie zywe
Najczęściej...
...czytane newsy:
Powitanie ministra Ziobro w Płocku
Zaproszenie na uroczystości
SKANDAL! CENZURA POLITYCZNA W DZIENNIKU.PL
Chwila bez polityki, czyli jazda "bez trzymanki"
30 lat temu. "Prawda o płockiej Solidarności"
Podziękowania
Wniosek o pozbawienie honorowego obywatelstwa miasta Płocka
Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski w Przasnyszu
Uciekać przed kryzysem
93 rocznica odzyskania niepodległości w Płocku


...czytane artykuły:
Ruch Społeczny im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego
Postanowienie Sądu Rejonowego w Płocku
Marek Martynowski: Zanim zagłosujesz poznaj mnie i moje poglądy
Klub GP w Płocku
Forum Młodych PiS w Płocku
Składowisko odpadów w Rachocinie do zamknięcia?
Państwo bez głowy
Apel do radnych
Złoty słabszy w I kwartale nie tylko od euro, ale i walut regionu
Komenda Miejska Policji w Plocku-odpowiedź


...oglądane fotki:
p1000098.jpg
32e013d208bd4ab872c69543bdd1041f.jpg
zyrardow4_1.jpg
msza10.jpg
msza2.jpg
adsc06958.jpg
758cb69f3fd1b0a4c2b4abb8bcd3fa85.jpg
terlikowski2.jpg
img_0037.jpg
kongres-pis-029.jpg

Polub nas na Facebook i poleć stronę znajomym!
Zobacz także
· Civitas Christiana oddział w Płocku zaprasza na spotkanie
· "Analfabet III RP" - zapraszamy na spotkanie w Płocku
· Wspólnie o Konstytucji w Płocku
· Nowe władze PiS w Płocku
· Pogrzeb żołnierza NSZ w Płocku
· W Płocku bezpłatne przejazdy komunikacją miejską dla działaczy opozycji antykomunistycznej
· Symboliczna zmiana w Płocku. Zamiast ul. Gwardii Ludowej będzie ul. 11 Grupy Operacyjnej NSZ
· Marsz dla Życia i Rodziny w Płocku
· Rafał Ziemkiewicz w Płocku
· In vitro w Płocku nie przeszło
· Zjazd "Solidarności". Prezydent i premier w Płocku
· Prezydent Polski z ponowną wizytą w Płocku
· Uroczyste obchody w Płocku, a na nich wyjątkowy gość
· 76. rocznica zbrodni Katyńskiej w Płocku
· Nowy kierownik Delegatury Urzędu Wojewódzkiego w Płocku
Stan wojenny w Płocku
PłockRelacje internowanych i aresztowanych

13 grudnia 1981 r. komunistyczne władze Polski z gen. Wojciech Jaruzelskim na czele zdecydowały się na wprowadzenie stanu wojennego. W ten sposób gąsienicami czołgów i milicyjnymi pałkami zniszczony został wolnościowy ruch społeczeństwa, uosabiany przez „Solidarność”. Prawie cała czołówka krajowych liderów oraz liczni działacze regionalni i lokalni zostali aresztowani i internowani.

Otworzyć! Milicja!

Te dramatyczne wydarzenia nie ominęły również Płocka. W przededniu wprowadzenia stanu wojennego w naszym mieście – tak jak w całym kraju – atmosfera była dosyć napięta. 12 grudnia rano w sali kinowej Mazowieckich Zakładów Rafineryjnych i Petrochemicznych rozpoczęła obrady II tura Walnego Zebrania Delegatów Regionu Płockiego NSZZ „Solidarność”. W porządku dziennym były wybory nowych władz oraz dyskusja programowa. Obrady się przeciągały, do północy zdołano zaledwie wybrać nowe władze z dotychczasowym przewodniczącym – Wojciechem Wiścickim na czele. Około północy delegaci rozjechali się do domów z zamiarem kontynuowania obrad następnego dnia. Wprawdzie ich uwagę zwrócił większy niż zwykle ruch pojazdów milicyjnych, jednak nie przypuszczali, że może to być zapowiedź stanu wojennego.

Wkrótce zaczęły się pierwsze aresztowania. Scenariusz zwykle był taki sam: milicjanci i SB-cy wkraczali do akcji po północy, zabierając internowanego najczęściej z domu. Odmowa otwarcia drzwi kończyła się ich wyłamaniem. W relacji inż. Jana Kowalczewskiego, w 1981 r. członka prezydium Zarządu Regionu wyglądało to następująco: „Nie zdążyłem jeszcze zasnąć, gdy rozległ się dzwonek. Sądząc, że to może ktoś z przyjaciół ma jakąś ważną sprawę, otworzyłem nawet nie pytając. Było ich czterech: dwóch w mundurach MO, dwóch z bezpieki. Zauważyłem, że mieli łomy do wyważania drzwi. Cywil, dowodzący tym oddziałem poinformował mnie, że od godziny mamy właśnie stan wojenny. Potraktowałem to jak kiepski żart, ale on wyjął dokument noszący datę 13 grudnia i podpisany przez komendanta wojewódzkiego MO, z którego wynikało, że jestem internowany. Jako powód podano, że swoją działalnością mógłbym doprowadzić do zorganizowanych wystąpień antypaństwowych. Zacząłem się ubierać. Żona pakowała mi do torby ręcznik, mydło, zapasową bieliznę, na wierzch piżamę, którą właśnie zdjąłem. Była przerażona”.

Z kolei nauczyciel „Jagiellonki”, członek Zarządu Regionu Edward Widuta tak wspominał moment aresztowania: „[...] przeraźliwy dzwonek postawił mnie na nogi. Na moje pytanie: - Kto? – usłyszałem:– Otworzyć! Milicja! W zdenerwowaniu i w gniewie zacząłem głosem podniesionym zarzucać „władzy” stosowanie metod NKWD. Jednocześnie dodałem, że otworzę, ale dopiero rano [...] Milicjanci coraz natarczywiej żądali otwarcia drzwi. Kiedy przystąpili do wyłamywania, otworzyłem. [...] Wręczono mi nakaz aresztowania, z którego dowiedziałem się o miejscu deportowania. Wypiłem szklankę mocnej herbaty i pożegnałem się z rodziną”.

W ten sposób aresztowano prawie całe kierownictwo płockiej „Solidarności” z Wojciechem Wiścickim na czele.

Tłum zomowców

Aresztowanych przewieziono do Komendy Wojewódzkiej MO, skąd samochodami transportowano do obozu dla internowanych w Mielęcinie koło Włocławka.

Wśród internowanych była członkini prezydium Komisji Krajowej Związku, lekarz płockiego szpitala wojewódzkiego Grażyna Przybylska – Wendt. Aresztowana została w gdańskim hotelu, po zakończeniu obrad Komisji Krajowej i przewieziono do Pruszcza Gdańskiego. Stopniowo budynek komendy milicji w Pruszczu Gdańskim zapełniał się liderami „Solidarności”. Byli tam m.in. Janusz Onyszkiewicz, Jacek Kuroń, Jan Rulewski, Maciej Jankowski, Henryk Wujec, Seweryn Jaworski i inni. 13 grudnia 1981 r. w południe zaczęła się swoista „podróż” Grażyny Przybylskiej – Wendt po zakładach karnych i miejscach internowania. Więziona była w Strzebielinku, Gdańsku, Fordonie, Gołdapi i Darłówku.

Tymczasem w Płocku, działacze pozostali na wolności próbowali podjąć jakąś akcję protestacyjną. Kilku z nich, m.in. członkowie Zarządu Regionu dr inż. Jerzy Wawszczak i lekarz szpitala wojewódzkiego dr Andrzej Sosnowski spotkali się w podziemiach kościoła św. Jana, aby ustalić dalsze działania w nowej sytuacji. Zamierzali wydać odezwę protestacyjną i utworzyć komitet strajkowy. Jednak wobec napływających informacji o podejmowanym strajku w Petrochemii zrezygnowali, by nie dublować działalności swoich kolegów.

Strajk w największym płockim zakładzie pracy rozpoczął się w poniedziałek 14 grudnia 1981 r. Pracownicy zebrali się w hali centralnych warsztatów. Po przybyciu dyrektora zakładu i komisarza wojskowego zażądali zwolnienia internowanych przywódców Związku. Wobec oczywistej odmowy, uczestnicy zebrania podjęli strajk okupacyjny. Około godz. 19.00 przeszli do innej hali, gdzie zgromadziło się ok. 1500 robotników.

W tej sytuacji władze zaczęły przygotowywać się do rozbicia strajku. Poza miejscowymi siłami ZOMO ściągnięto batalion wojska z Bydgoszczy, wyposażony w samochody pancerne, popularne wtedy skoty. Nad ranem 15 grudnia siły milicyjno – wojskowe przystąpiły do działania. Jak wspominał pracownik MZRiP, aktywny uczestnik strajku, Jerzy Tokarczyk „około godziny 4.00 większość z nas zebrana była na głównej hali warsztatu, gdy w pewnym momencie olbrzymie metalowe drzwi wejściowe wyleciały z zawiasów. Na hali stanął skot.

Wszyscy cofnęliśmy się, jeżeli można to było zrobić. [...] Ktoś zaintonował hymn narodowy. „Jeszcze Polska nie zginęła, póki my żyjemy...” poleciało w ciszy po hali. Za chwilę wyważono drugie boczne drzwi. Drzwiami tymi wtargnął tłum zomowców w hełmach, z tarczami, pałkami. Zaczęli rozstawiać się szpalerem po obu stronach od wejścia, cały czas robiąc olbrzymi hałas, waląc w tarcze pałkami i w ten sposób zmuszając nas do opuszczenia pomieszczeń warsztatowych”.

Przed halą czekały już autobusy, którymi wywieziono strajkujących poza teren zakładu. Część – na teren więzienia, a resztę – chyba z braku miejsca – dowieziono do mostu i tam wypuszczono.

Przemówienie z dnia...

Drugim ogniskiem oporu na terenie Petrochemii był Ośrodek Badawczo –Rozwojowy, gdzie większość pracowników opowiedziała się za przystąpieniem do strajku. Nie pomogły groźby ministra przemysłu chemicznego Edwarda Grzywy, który w trybie nagłym przyjechał do Płocka. Około 60 osób pozostało na terenie OBR. Niekwestionowaną przywódczynią strajku była wiceprzewodnicząca Komisji Zakładowej w OBR inż. Anna Węglińska. Kiedy wydawało się, że noc minie spokojnie, około godz. 4.00 rano zadzwonił do niej Jerzy Tokarczyk z informacją, że ZOMO i wojsko wkroczyły do akcji.
Po spacyfikowaniu głównego punktu oporu na terenie Petrochemii przyszła kolej na OBR. Przed godziną 6.00 rano kolumna ZOMO ze skotem na czele podjechała pod budynek. Kierujący akcją wezwał strajkujących do wyjścia. Wobec braku możliwości oporu, uczestnicy strajku opuścili budynek. W szpalerze ZOMO przeszli do autobusów, które ich zawiozły na teren Komendy Wojewódzkiej MO. Strajk w Petrochemii został zlikwidowany.

14 grudnia akcję protestacyjną podjął przewodniczący Komisji Zakładowej w Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym dr Andrzej Sosnowski. Tego dnia rano, w przemówieniu emitowanym przez szpitalny radiowęzeł, wskazywał na bezprawne wprowadzenia stanu wojennego. Na pracownikach i chorych wywarło to ogromne wrażenie. Wobec tej otwartej deklaracji, potępiającej stan wojenny, władze zareagowały niemal natychmiast. Zanim przemówienie dobiegło końca, do szpitala przyjechało trzech uzbrojonych wojskowych z decyzją o internowaniu dr. A. Sosnowskiego.
Jednak zdecydowana reakcja pracowników, którzy gremialnie wyszli na korytarz, uniemożliwiła wyprowadzenie przewodniczącego szpitalnej „Solidarności”. Wojskowi – po rozmowach z przedstawicielami personelu – zaniechali swojego zamiaru i opuścili budynek. Było to jednak krótkotrwałe zwycięstwo. Po trzech dniach do szpitala przyjechał komisarz wojskowy z decyzjami zwolnienia solidarnościowych dyrektorów – dr Elżbiety Matlachowskiej – Ciskiej i dr. Marka Świtalskiego. Pracę stracił także dr A. Sosnowski, który tego samego dnia wieczorem został internowany i wywieziony do Mielęcina.
Odwołani zostali również inni płoccy dyrektorzy: dyrektor Petrochemii – Stanisław Wawak, dyrektor Petrobudowy – Bronisław Cieślak, dyrektor Fabryki Maszyn Żniwnych – dr inż. Wacław Wojciechowski, prezes Sądu Wojewódzkiego – sędzia Danuta Sandomierska, dyrektor ZOO – Tadeusz Taworski.

Cela - niechlujna ubikacja

Ogółem, według informacji zebranych przez Barbarę Rydzewską z Muzeum Mazowieckiego, w Płocku internowano 65 osób, w tym 3 kobiety (Urszulę Ambroziewicz, Grażynę Przybylską – Wendt i Aleksandrę Pacałowską). Niemal wszyscy internowani mężczyźni trafili do Mielęcina. Warunki w celach były co najmniej spartańskie. Najbardziej obrazowo przedstawił je chyba E. Widuta: „Cela jest niczym innym, jak niechlujną ubikacją. [...] Spłuczka klozetowa nie działa. Sedes zapchany. Kał pływa po powierzchni i śmierdzi. Jednym słowem blok więzienny składa się z korytarza i czterdziestu paru ubikacji. Innych pomieszczeń nie ma”.

Ponieważ palących papierosy umieszczono razem z niepalącymi, ci ostatni strasznie cierpieli, nie mogąc znieść ciągłego zadymienia celi. E. Widuta wspominał: „Przybyło jeszcze dwóch palaczy. W cztery osoby palą po 60 sztuk papierosów dziennie. Palą również i w nocy. Wytrzymać nie mogę. Zimno, nie pozwalają otwierać okna, a tu smród z klozetu i tytoniu. Cera żółta, nie golimy się na znak protestu, wyglądamy okropnie”.
Stopniowo internowani oswajali się z nową sytuacją. Aby zapełnić czas, którego było w nadmiarze oraz nie załamać się psychicznie, zaczęli organizować swoiste życie więzienne. Przy każdej okazji demonstrowali swoje poglądy polityczne, niechęć wobec władzy i pilnujących ich strażników. Na porządku dziennym było śpiewanie pieśni religijnych, patriotycznych i opozycyjnych z czasów wolności i powstałych za kratami więzień.

Członek prezydium Komisji Zakładowej „Solidarności” w MZRiP i ekspert Komisji Krajowej Jakub Chmielewski wspominał, że po uzyskaniu informacji o śmierci górników w kopalni „Wujek” uczcili ich, nakładając prowizoryczne czarne opaski, wykonane ze sznurowadeł lub troków od kalesonów, zaczernionych pastą do butów. Za karę naczelnik więzienia pozbawił ich prawa do codziennego 15-minutowego spaceru.

Pojawiły się pierwsze konspiracyjne gazetki więzienne. Jakub Chmielewski tak relacjonował swoją działalność wydawniczą: „Pierwszą gazetkę – ulotkę wydaliśmy ze Stanisławem Janiszem 15 albo 16 grudnia. Była to namiastka gazetki. A było to tak: zamiast papieru toaletowego dawali nam gazety, dużo powiedziane, pocięte kawałki, więc najpierw czytaliśmy, a później wydzieraliśmy pasujące słowa i układaliśmy treść wywrotową. Później to już był wysoki poziom techniczny, tusz robiliśmy z pasty do butów, a matrycę z foliowych toreb”.

20 grudnia 1981 r. rzecznik prasowy rządu Jerzy Urban podał w komunikacie radiowym, że internowani przebywają w domach wczasowych, mają zapewnione kontakty z rodzinami, gazety, radio, telewizję, msze św. itp. Ponieważ było to oczywiste kłamstwo uwięzieni w Mielęcinie odpowiedzieli spontanicznym łomotaniem pięściami w drzwi. Strażnicy zareagowali demonstracją siły, ustawiając się na korytarzu w szpalerze z pałkami w pełnej gotowości do akcji. Wydawało się, że lada chwila otworzą cele i rozprawią się z protestującymi, jednak poprzestali na wywarciu nacisku psychicznego.

Po pewnym czasie powszechne stało się rzeźbienie w drewnie, co znakomicie pozwalało na przełamanie przygnębiającej bezczynności i dawało okazję wykonywania opozycyjnych symboli, wśród których największą popularnością cieszyły się orły w koronie i krzyże.

Wymyślano również różne dowcipy, aby zabawić się kosztem strażników. Wiceprzewodniczący Komisji Zakładowej „S” w FMŻ Jan Ignaczewski wspomina, jak on i jego towarzysze niedoli z celi ubrali w strój żołnierza Armii Czerwonej Tadeusza Zielińskiego, wykonując „karabin z listewek, z koca czapkę z czerwoną gwiazdą [...], taśmę naboi z udartego pasa prześcieradła”.

Tak „umundurowany” T.Zieliński wyszedł na spacer: „Na spacerze konsternacja. Rozwścieczeni strażnicy łamią karabin, zrywają czapkę i pas z prześcieradła z wyrysowanymi nabojami. Kończy się to raportem u komendanta Tretyna”.
Tak wyglądało życie internowanych w Mielęcinie. Gorzej trafili aresztowani za organizowanie strajku w Petrochemii. Należała do nich – wspomniana już – inż. Anna Węglińska. Po świętach Bożego Narodzenia, które spędziła w więzieniu, odbyła się rozprawa w płockim Sądzie Wojewódzkim. Przewodnicząca składu sędziowskiego Danuta Sandomierska doprowadziła do wydania chyba najłagodniejszego wyroku z możliwych: pół roku więzienia, jednak prokurator Z. Kułak wniósł rewizję do Sądu Najwyższego, żądając 5 lat. Skończyło się na 1,5 roku.

Zawszone i brudne

Tymczasem A. Węglińską z aresztu w Płocku przewieziono do więzienia w Łodzi. Jak czytamy w jej relacji „[...] Więzienie przypominało obóz koncentracyjny. Pamiętam pierwsze okropne wrażenia, gdy przywieźli tam jakieś inne więźniarki, zawszone i brudne, pierwszy kontakt z funkcjonariuszami, pierwsze zetknięcie się z łaźnią, to przebieranie, popychanie, poszturchiwanie i ten krzyk, ciągły krzyk, i ci klawisze... Oni nie umieli mówić normalnie, oni wrzeszczeli, wyłącznie wrzeszczeli.”
W celi „[...] nie było żadnego zajęcia, początkowo nie było nawet gazet, ani książek, nie było o czym rozmawiać z kryminalistkami. Nie umiałam się znaleźć wśród nich. Wpatrywanie się w ściany i czekanie na jutro było straszne. Nawet spanie było straszne. Zasypiając bałam się, że myszy i szczury, których tam było pełno, będą po mnie chodzić. Warunki były straszne. Trzymano nas w nieskanalizowanych barakach, gdzie za ubikację służył baniak stojący w rogu celi, a na osiem osób przynosiło się dwa razy dziennie po dwa wiadra wody, która musiała wystarczyć do wszystkiego. Zimno, wilgoć, brud, porwane i sprane derki do przykrycia”.

Po niespełna 4 miesiącach od aresztowania, przed Wielkanocą, A.Węglińska dowiedziała się, że zamiast 6 miesięcy więzienia czeka ją o rok więcej. Jednak – jakby na pocieszenie – 25 kwietnia 1982 r. przeniesiono ją do Fordonu, gdzie był wydzielony oddział dla więźniów politycznych i radykalnie lepsze warunki: „w porównaniu z Łodzią Fordon wyglądał jak sanatorium: świeżutka, wybielona cela, materace zamiast sienników, normalny kibelek, bieżąca woda, nieco inni klawisze i wreszcie ludzie, z którymi można było rozmawiać na wszystkie tematy, także te polityczne”.

W Fordonie inż. A. Węglińska przebywała do zwolnienia 21 grudnia 1982 r., a w styczniu 1983 r. została ponownie przyjęta do pracy w Ośrodku Badawczo – Rozwojowym.

Tymczasem internowanych w Mielęcienie stopniowo zwalniano, pierwszych już na święta Bożego Narodzenia w 1981 r. W sierpniu 1982 r. pozostała już tylko niewielka grupa, wśród nich 6 płocczan, uznanych za najgroźniejszych dla władzy, nie zwolniono, ale przewieziono do nowego miejsca internowania w Kwidzynie. Byli to: Jakub Chmielewski, Jan Chmielewski, Kazimierz Lubieniecki, Konrad Łykowski, Andrzej Pacałowski i Wojciech Wiścicki.

Warunki znacznie odbiegały od tych znanych z Mielęcina. Jak wspominał Jan Chmielewski „dla nas to był szok, mieliśmy wrażenie, że przyjechaliśmy do kurortu: parterowe baraki, kort tenisowy, zieleń – przyjemnie, tyle tylko, że za murami. Cele przez cały dzień były otwarte, można było grać w piłkę i tylko spać trzeba było w celi. Wreszcie Urban miał trochę racji, gdy idzie o standard ośrodków internowania”.

Jednak szybko się okazało, że ta sielanka była pozorna. 14 sierpnia 1982 r. komendant więzienia płk Juliusz Pobłocki wstrzymał bez uprzedzenia w ostatniej chwili widzenia z rodzinami. Utworzony naprędce komitet protestacyjny podjął rozmowy z naczelnikiem, ale nic nie wskórał. Wobec powszechnego niezadowolenia i protestu osadzonych, władze więzienne wprowadziły do akcji oddział ZOMO, sprowadzony ze Sztumu. Zomowcy wspierani przez armatki wodne zapędzili protestujących do cel.

Tutaj według słów Jana Chmielewskiego „[...] zaczęła się pacyfikacja. Otwierali kolejno cele, wchodził oddział, przewracali wszystko do góry nogami, niszczyli sprzęty i tłukli nas, a jak się ktoś przewrócił, to go kopali. Z tego bicia w celi wyszedłem w miarę cało, ale potem urządzili ścieżkę zdrowia. Z cel wyprowadzali nas na świetlicę, która znajdowała się na końcu korytarza – przez całą jego długość, po obu stronach stali ci stróże prawa, kazali nam biec, a sami walili w nas tymi pałami, gdzie popadło”.
Efekt był przerażający. Jak wspominał Konrad Łykowski kilkudziesięciu pobitych „znalazło się w szpitalach z połamanymi żebrami, łopatkami, obojczykami, itp. Wielu innych, równie dotkliwie pobitych, nie zabrano do szpitala. Jęczeli w celach”. Częste były urazy kręgosłupa i wstrząśnięnia mózgu.

Po tej brutalnej akcji ZOMO, internowani na znak protestu ogłosili głodówkę, wnieśli sprawę do prokuratury, co oczywiście nic nie dało, zawiadomili Episkopat Polski, który ściągnął do Kwidzyna lekarzy z Międzynarodowego Czerwonego Krzyża. Sprawa stała się głośna w kraju i za granicą.

Po internowaniu

W listopadzie 1982 r. osadzeni w Kwidzynie zostali zwolnieni. Na wolności próbowali wrócić do pracy, jednocześnie włączając się w konspiracyjną działalność opozycyjną.
Wielką pomoc internowanym i ich rodzinom okazywały władze kościelne poprzez Komitet Charytatywny Episkopatu Polski, który w Płocku zawiązał się z inicjatywy kapelana „Solidarności” ks. Tadeusza Łebkowskiego. Koordynatorem prac Komitetu został – po swoim zwolnieniu z Mielęcina - Ryszard Ciarski, a do najaktywniejszych jego współpracowniczek należały: Eliza Jadczak i Ewa Jaszczak.
Znalazło się także kilku sprawiedliwych wśród prawników, który bronili aresztowanych. Należał do nich Stefan Cendrowski, który po wprowadzeniu stanu wojennego zrzekł się stanowiska sędziego w Sądzie Wojewódzkim w Ostrołęce i wrócił do rodzinnego Płocka. Tutaj – na prośbę Ewy Jaszczak – włączył się do pomocy prawnej represjonowanym. Podobną działalność prowadzili radcy prawni: Włodzimierz Szafrański, Grzegorz Falkowski i Maria Żółtowska.

Działalność opozycyjna w czasie stanu wojennego i po jego zniesieniu polegała na łączeniu form legalnych i nielegalnych. Legalny – choć niechętnie widziany przez władze – był udział w pracach Komisji Charytatywnej, odprawianych na „Stanisławówce” mszach za Ojczyznę, czy pielgrzymkach do Częstochowy. Nielegalny i zagrożony aresztowaniem, wysokimi grzywnami i zwolnieniami z pracy był druk i kolportaż ulotek podziemnych gazetek, kontrpochody 1-majowe i wykonywanie antyrządowych napisów na murach, obchody rocznic narodowych, czy noszenie oporników przypiętych do ubrania.

Za tę działalność w czasie obowiązywania stanu wojennego aresztowano 36 osób, w tym 8 kobiet. Byli wśród nich Katarzyna Adamkowska, Stefan Boczek, Anna Bodal, Jan Ignaczewski, Eliza Jadczak, Jacek Pawłowicz, Grzegorz Rousseau, Tadeusz Taworski i inni. 12 osób aresztowano już po zniesieniu stanu wojennego, wśród nich Remigiusza Bielewicza, Jana Chmielewskiego, Ryszarda Ciarskiego, Elizę Jadczak, Teresę Piechocką, Dariusza Stolarskiego.

Stan wojenny formalnie odwołano w lipcu 1983 r. i chociaż gen. W. Jaruzelskiemu udało się niemal zniszczyć „Solidarność”, to po kilku latach problem wolności związkowej i politycznej wrócił, co w połączeniu z fatalną sytuacją gospodarczą doprowadziło do upadku systemu komunistycznego w Polsce. Swój udział w tym mieli i płocczanie, których działalność w skali kraju może nie była zbyt widoczna, jednak należy docenić ludzi, którzy ryzykowali swoje życie, zdrowie, wolność, kariery zawodowe dla wierności

zasadom „Solidarności”. Dzięki ich poświęceniu, wytrwałości i determinacji mamy dziś wolną i niepodległą Polskę.

oprac. Grzegorz GOŁĘBIEWSKI

Artykuł opracowano na podstawie publikacji Barbary Rydzewskiej „...W imię ocalenia narodowego... Relacje o stanie wojennym w Płockiem”, wyd. Muzeum Mazowieckie w Płocku, Płock 2001

źródło: ump.pl
AddThis:

Komentarze
#21 | patora dnia marzec 24 2010 13:22:13
I Komisja Charytatywna została rozwiazana dekretem Ordynariusza Diecezji bpa Zygmunta Kamińskiego i powołana została II Komisja Charytatywna która do końca pracowała uczciwie i uczciwie rozliczyła sie na zakończenie dzialalności.
#22 | grześ dnia marzec 24 2010 13:39:00
a za co pierwsza została rozwiązana przez biskupa? to raczej się nie zdarza.
#23 | od dnia październik 23 2011 17:02:19
za przekręty
#24 | TW w Płocku dnia grudzień 29 2013 21:00:25
zaden nie oddtajniony
#25 | odklamac historie Solidarności dnia grudzień 05 2014 23:17:26
Historia powstania Solidarności w Płocku jest całkowicie nie prawdziwa
to wersja SB
#26 | notariusz dnia styczeń 29 2015 15:09:25
wszystko powoli staje sie wersja SB, jeszcze pare lat i okaze sie ze to SB obaliła komune
#27 | delegatem nie była dnia marzec 09 2018 13:49:53
Grażyna Przybylska Wendt
Dodaj komentarz
Nick:

Kod potwierdzający:
Kod potwierdzający


Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się , żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?
Dzisiaj imieniny obchodzą
Diana, Bogna, Bogumiła, Florentyna, Rafael, Rafał
Google +1
Tweetnij nas!
Kanały RSS
Patriotyczna nuta
Play
Radio - TV
  • TV Trwam
  • Radio Maryja
  • Niepoprawne RadioPL
  • Radio Wnet
  • Katolickie Radio Płock
  • Polskie Radio Armii Krajowej "Jutrzenka"
Najnowszy album
· ZO 2016
· Zobacz całą galerie
Losowa fotka
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Aktualnie online
· Gości online: 8

· Użytkowników online: 0

· Łącznie użytkowników: 308
· Najnowszy użytkownik: obogano
Średni ruch dzienny
Odwiedziło ogółem : 22210548
Strona działa od 3716 dni
5977 odwiedzających dziennie
22,210,548 unikalne wizyty