Nie mam pretensji do "Gazety Wyborczej" za jej pogl±dy, ani za znaczek "Solidarno¶ci", ani za sprawy w³asno¶ciowe. Nie zarzucam jej, ¿e jest zbyt lub za ma³o lewicowa, bo ma do tego ¶wiête prawo. Czytam j± po prostu od dok³adnie dwudziestu lat i ... podziwiam. Za wyprodukowanie piêciu nieznanych tricków dziennikarskich.
W ogóle nie odnosi³bym siê do jej dwudziestolecia, gdyby nie dzisiejszy numer "GW" i tekst Adama Michnika o tym, ¿e "Gazeta" jest jednym z najlepszych dzienników ... w Europie. Trochê czytam prasy europejskiej i pewnych form ani "Guardian" ani "Le Figaro" nie odkry³y. Choæ mia³y na to ca³e dziesiêciolecia. Oto one:
TYKALSTWO - o zasadzie tykalstwa przypomnia³ mi dzisiaj Piotr Pacewicz, który zrobi³ wywiad z jednym z przywódców polskich homoseksualistów. Przez ca³y wywiad (dotyczy jakiego¶ homofoba, który w³a¶nie przebywa w Polsce - sprawa o czym mówiê od razu w ogóle mnie nie interesuje) Pacewicz i rozmówca s± na "ty", a pytania ³agodne jak baranek. Przypomnia³em sobie, ¿e "Gazeta" czêsto jest "na ty" z kim¶, z kim siê zgadza, a na pan z wrogami. Je¿eli zrobi³bym co¶ po my¶li "GW" by³bym "xxx-letnim Kub± Kumochem, znanym dziennikarzem i publicyst±". Gdybym zrobi³ co¶ nie po my¶li sta³bym siê "niejakim Jakubem Kumochem, prawicowym komentatorem, który zas³yn±³ m.in. obron± by³ego neofaszysty Piotra Farfa³a". Problem tylko wtedy, je¿eli po imieniu publicznie zaczyna siê byæ z Anet± Krawczyk czy "S³awkiem" Sikor±...
PHOTOKILLING - dla przeciwników jest nie tylko forma "na pan" i znacznie trudniejszy zestaw pytañ, ale równie¿ czyhaj±cy na ziemi fotograf, który ma uchwyciæ cz³owieka od do³u z rozdziawion± jap±, najlepiej na tle god³a narodowego lub wyrastaj±cego mu znad g³owy krzy¿a. O zasadzie photokillingu ju¿ pisa³em. Leszek Balcerowicz jest na zdjêciach "GW" zawsze zamy¶lony, powa¿ny, ale ¿adnemu z braci Kaczyñskich buzia siê nie domknie. Prezydenta w Gruzji poka¿emy na tle ros³ego ochroniarza, by ca³y naród zobaczy³ jaki kurdupel, ale gdyby prezydentem by³ Aleksander Kwa¶niewski (wzrost chyba ten sam), to sta³by na podwy¿szeniu, ¿eby naród zobaczy³ jaki m±¿ stanu. Nie znam innej opiniotwórczej gazety na ¶wiecie, która to robi.
WIEKOBÓJSTWO - przeciwnik "GW" ma równie¿ problem, je¿eli jest za m³ody. Podejmujesz polemikê z Adamem Michnikiem albo mówisz, ¿e Lech Wa³êsa jednak nie jest tak krystaliczny? Licz siê z tym, ¿e zostanie ci wypomniane (trzy razy w tym samym tek¶cie), ¿e jeste¶ rocznik siedemdziesi±tyktóry¶ albo osiemdziesi±tyktóry¶ i ¿e - w domy¶le powiniene¶ siedzieæ cicho. No i siedz± cicho. Zauwa¿yli¶cie zwi±zek miêdzy dwoma faktami: czêstotliwo¶ci± z jak± ten czy inny publicysta "GW" wypomina komu¶ m³ody wiek i rzadkotliwo¶ci± z jak± mo¿na zauwa¿yæ m³odego cz³owieka w metrze warszawskim z "Gazet±" w rêku?
RESEARCH JEDNOSTRONNY - zasada "researchu jednostronnego" mówi, ¿e dzia³ania przeciwników nale¿y rozpatrywaæ zgodnie ze szko³± makiawelistyczn±, a dzia³ania "naszych" zgodnie z idealistyczn± wizj± ¶wiata. Przyk³ady? Za³ó¿my sobie, ¿e pod Pa³ac Prezydencki przychodzi 400 demonstrantów trzymaj±cych w rêkach kaczuszki i gwizdki. Zamykamy oczy i wyobra¿amy sobie tekst gazetowyborczy. "GW": Setki warszawiaków wziê³y udzia³ w kolorowym happeningu pod Pa³acem Prezydenckim. - Kaczka do stawu - skandowali. W¶ród demonstruj±cych by³y ca³e rodziny z dzieæmi. - Przyszed³em tu z wnukiem, bo nie chcê siê wstydziæ za prezydenta - powiedzia³ nam 70-letni pan Antoni. A teraz odwrotna sytuacja. 400 demonstrantów z gwizdkami i kaczorami Donaldami pod siedzib± premiera. "GW". Te same has³a. "GW": (...) Jak siê nieoficjalnie dowiedzieli¶my akcj±, w której w strugi warszawskiego deszczu zwieziono kilka pordzewia³ych autokarów, kierowa³ g³ówny PR-owiec PiS X.Y.. - Przyjechali¶my tutaj, bo gro¿ono nam wyrzuceniem z partii - mówi³ starszy cz³owiek, wyra¼nie niezadowolony i zniecierpliwiony. W PiS odmówiono nam komentarza. Sam X.Y. nie odbiera³ wczoraj telefonu.
UWYBITNIANIE - zasada uwybitniania mówi, ¿e ka¿dy nasz rozmówca, który potwierdza nasz± tezê powinien byæ za to uhonorowany. Lekarz, który potêpia Ziobrê za Doktora G. to "wybitny kardiochirurg profesor X.Y", pisarz, który og³osi³, ¿e IV RP to wstyd staje siê "wybitnym intelektualist±", historyk polemizuj±cy z Cenckiewiczem to "wybitny znawca dziejów PRL, prof. dr hab.", re¿yser bojkotuj±cy TVP zostaje "wybitnym re¿yserem". Naj³atwiej "uwybitnianie" idzie z profesorami uniwersyteckimi. O ka¿dym z tytu³em "prof." da siê od biedy powiedzieæ "wybitny". ¯aden siê na pewno nie obrazi, a 90 proc. z nich jest ¶wiêcie przekonane, ¿e s± wybitni.
A ja za wszystkie te tricki jestem na swój sposób wdziêczny. I naprawdê nie chcê, aby "Gazeta" kiedykolwiek przesta³a istnieæ. Takiej dawki adrenaliny przez 20 lat nie zapewni³ mi nikt inny.
A przy okazji - przyznajê - w przerwach miêdzy powy¿szymi zagrywkami zapewni³a mi sta³y dop³yw znakomitego reporta¿u, kilkadziesi±t ¶wietnych piór i kilku fajnych kumpli, od których mog³em siê czego¶ nauczyæ. Tym ludziom nie dedykujê tego wpisu. Po prostu b±d¼cie sob± przez kolejne 20 lat.
A reszcie? Nie zwalniajcie koledzy! Alleluja i do przodu!
Ps. Wszystkie u¿yte nazwy tricków s± kumochizmami.
Jakub Kumoch
¼ród³o: redakcja.pl |